Wyścig bliski kosmosu
Baloniarze - amatorzy wkraczają w stratosferę
 Niewiele osób potrafi sobie wyobrazić krawędź przestrzeni kosmicznej we własnym
albumie - fotki, na których zamglona niebieska atmosfera zatacza łuk wokół naszej
planety, nacierając na czarne tło znajdujące się poza nią. Ci jednak, którzy
potrafią sobie to wyobrazić, a są to w większości amatorzy, zwyczajni ludzie
regularnie
odbywający podróże głęboko w stratosferę, przyglądają się wszystkiemu ze skraju
Ziemi. Hobby tych osób zostało nazwane "poor man's space program" gdyż przy bardzo
niskich nakładach przeprowadzają analizę środowiska bardziej zbliżonego do
tego, które obecne jest na Marsie, aniżeli do jakiegokolwiek innego na Ziemi.
Osoby zajmujące się tym to głównie naukowcy - amatorzy oraz radioamatorzy. Używają
balonów do wysyłania radia, aparatów fotograficznych oraz naukowych eksperymentów
wysoko w stratosferę. Balony osiągają 30 000 metrów wysokości, a następnie pękają
na strzępy i wracają na ziemię z nadającym się do powtórnego użycia ładunkiem.
Na takiej wysokości ciśnienie atmosferyczne wynosi zaledwie 1 procent tego, które
znajduje się na poziomie morza, a promieniowanie jest o wiele razy wyższe. Temperatury
mogą tam osiągnąć nawet -67 stopni C.
Tak jak wysyłanie misji w przestrzeń kosmiczną, tak też baloniarstwo łączy skomplikowaną
elektronikę i telemetrię oraz złożoną logistykę i zależność od prognoz meteorologicznych.
Co jest jednak ważniejsze to fakt, że baloniarstwo prezentuje ducha eksploracji.
Wspomaga poszukiwanie odpowiedzi na nieograniczoną ilość pytań typu: "co jeśli?"
oraz popiera pasję próbowania czegoś tylko po to, by sprawdzić, czy można tego
dokonać.
Super start
Jest ostatni dzień czerwca 2001 roku. Na farmie niedaleko Manhattanu, Kansas,
słońce rozpoczyna wspinaczkę ponad horyzont. Wewnątrz budynku z metalu, przypominającego
magazyn, jakiś człowiek bawi się swoim sprzętem. W środowisku baloniarzy - amatorów
miejsce to znane jest jako Johnson Near Space Center. Przede wszystkim jest
to prywatne laboratorium emerytowanego profesora Uniwersytetu stanu Kansas Gary
Johnsona. Dziś zrzekł się swojego budynku na rzecz grupy baloniarzy - amatorów
na Great Plains Super Launch 2001.
Podczas gdy zbierają się uczestnicy, Paul Verhage, organizator dzisiejszej misji,
skrupulatnie sprawdza sprzęt wewnątrz swoich dwóch kapsuł. Wyglądają one jak
malutkie wersje urządzeń, jakie NASA mogła wysłać na Księżyc.
Obie kapsuły mają równo po trzydzieści centymetrów kwadratowych i są powleczone
białą tkaniną ripstop nylon. Folia krzyżuje się wokół brzegów. Wachlarz drutów
ciągnie się od małego wycięcia panelu włącznika do jednej strony każdego pudła,
a czujniki wystają z drugich końców. Każde pudło ozdobione jest amerykańską flagą
o wielkości piętnastu centymetrów oraz swoim imieniem wydrukowanym wielkimi literami:
NEARSYS 3 Tycho i NEARSYS 4 Copernicus. W innych miejscach napisy na pudłach
ujawniają liczbę przebytych misji: Tycho 10, Copernicus 4.
Dzisiejszym celem Verhage'a jest: wysłanie obu pudeł z jednym balonem, pomiar
temperatury, ciśnienia i kosmicznego promieniowania, trzema aparatami będącymi
na pokładzie zrobienie wzdłuż drogi cyfrowych zdjęć kolorowych i w podczerwieni.
Cele jego są jednak jeszcze ambitniejsze. Verhage, zapraszając mnie na dzisiejszy
poranny start, wytłumaczył swój plan wysłania wielu amatorskich balonów w jednym
czasie i pomyślnego wytropienia i odzyskania ich bez szwanku. Oprócz jego balonu
wysłane zostaną jeszcze dwa balony przez kolegów z innych grup.
Verhage jest czterdziestojednoletnim nauczycielem oraz naukowcem/inżynierem
- amatorem. Wysyłanie eksperymentów balonowych rozpoczął w 1996. Mając 186 centymetry
wzrostu, chodzi prawie podskakując, co jest pozostałością energicznego, żywego
dziecka sprzed lat. Zza okularów jego umysł wydaje się ciągle ścigać z pytaniami,
rozwiązaniami oraz drogimi pomysłami, jakie chciałby realizować.
Wysłał już 26 balonów w stratosferę i każda misja daje mu nowe powody do rozmyślań.
Lista rzeczy, które chciałby zrobić, wydaje się być nieskończona - od stworzenia
kabin dla insektów z kontrolowanym ciśnieniem, po zdobycie pyłu w stratosferze.
Dzięki wzrastającej miniaturyzacji i względnie niskim kosztom współczesnego sprzętu
elektronicznego, baloniarze - amatorzy wypuszczają bardzo skomplikowane rzeczy.
Verhage, pokazując mi aparaty załadowane do jednej z jego kapsuł, tłumaczy pracę
komputera pokładowego, który będzie prowadził cały sprzęt. Zbierze zarówno dane
z czujników o temperaturze, ciśnieniu i promieniowaniu, jak też uzyska informacje
z GPS i prześle je w częściach na Ziemię poprzez radio. Dodatkowo, Verhage posiada
elektronikę umożliwiającą naprowadzanie aparatów w górę i dół jak też mówiące,
kiedy robić zdjęcia.
Konstruowanie kapsuł dla eksperymentów lądowych nie musi być aż tak trudne, lecz
kapsuły typu near space muszą działać w temperaturach od 20 do -67 stopni C,
w których to systemy mechaniczne mogą zamarznąć, a baterie się wyczerpać. Sprawia
to, że ich skonstruowanie jest niebywale wymagającym zadaniem. Dla większego utrudnienia,
regulamin FAA (Federal Aviation Administration) nalega, by żadna paczka nie ważyła
więcej niż 2,72 kilograma, a żaden balon nie przenosił bez zezwolenia więcej
niż 5,44 kilogramów.
Kapsuły Verhage'a są bardziej kompleksowe niż kapsuły pozostałych lecące dzisiaj,
jednakże techniczne ograniczenia są dla wszystkich takie same. Dla niektórych
jest to największa próba.
"Czy jesteś astronautą?"
 Jak rój pszczół ogrzewających się w świetle wschodzącego słońca, tak Johnson
Near Space Center zaczyna szumieć. Do 6.30 rano zgromadziło się już ponad tuzin
osób. Mama Verhage'a przyjechała z pączkami i kawą. Gdy nalewałam sobie kawę,
kobieta ta zdradziła mi, że dla syna "zaopatruje" jedno takie wydarzenie w roku.
Jestem na nogach od 3.00 rano i czuję się wdzięczna jej, że wybrała akurat to
wydarzenie. Mała grupa mężczyzn zgromadzonych przy stole na pewno czuje to samo.
Wielu z nas przejechało długą trasę w ten sobotni poranek, aby wziąć udział w
tym wydarzeniu, inni przyjechali wczoraj i nocowali w pobliskich hotelach.
Mimo że spotkanie to było poprzedzone trzema telekonferencjami, wymianą wielu
listów elektronicznych, wiele osób, biorących w nim udział, nie zetknęło
się wcześniej twarzą w twarz. Są to głównie krótkofalowcy, tak zwani "hams",
z Kansas i Nebraski. Wyciągają do siebie dłonie na powitanie i przedstawiają się, używając znaków:
"Bill All N3KKM".
"Miło cię poznać KC0FSZ." Większość z nich wydaje się identyfikować ze swoim
znakiem tak samo, a kto wie, czy nie bardziej niż ze swoim imieniem.
Kapsuła podwieszona pod balon przesyła na ziemię dane oraz informacje naprowadzające
poprzez amatorskie radio, co jest powodem, dla którego właśnie "hams" są sercem
amatorskiego baloniarstwa. Pierwszy znany lot został zorganizowany w 1979 przez
klub krótkofalowców w Manitobie w Kanadzie. Ich celem było rozszerzenie możliwości
pracy via radio poprzez wysłanie sprzętu radiowego na dużą wysokość.
Dopiero w 1987 baloniarstwo naprawdę się rozpoczęło dzięki radioamatorowi z Ohio,
który dołączył aparat fotograficzny i nadajnik ATV do swojego ekwipunku. Kapsuła
Billa Browna przesłała pierwsze amatorskie zdjęcia z otoczenia Ziemi. "Kiedy
odbierałem zdjęcia z fotolabu", wspomina Brown, "mężczyzna zapytał: "czy jesteś
astronautą?" Brown zaczął wtedy opowiadać o balonach i ich możliwościach. W ten
sposób nie tylko wysłał w przestrzeń pierwszy amatorski aparat fotograficzny,
ale również zapoczątkował cały sport.
Trzynaście lat później obecne są już zorganizowane grupy amatorów od Massachusetts
aż po Idaho. Verhage zorganizował jedną w Kansas kilka lat temu, a następnie
ruszył do Idaho gdzie rozpoczął Treasure Valley Near Space Project. Dziś wspomaga
trzech swoich ludzi z grupy Kansas. Wspólnie wysyłają swoje balony grupy Nebraska
Stratospheric Amateur Radio (NSTAR) oraz Near Space Balloon Group (NSBG) z Kansas.
Grupa z Kansas City HABITAT, również wysyła swój ładunek na balonie NSBG.
Około 7.30 rano balony zaczynają ożywać. Aby uniknąć uszkodzenia, balony
z lateksu kładzione są delikatnie na materiale rozłożonym na podłodze. Trzyosobowe
grupy mężczyzn napełniają każdy balon helem. Powoli balony puchną i podnoszą
się z podłogi. Grupy nadmuchujące na kolanach kontrolują balony, które teraz
mają średnicę wynoszącą 120 centymetrów i unoszą się ponad nimi.
Kiedy już wszystkie balony są nadmuchane, drużyny nastawiają i sprawdzają sprzęt.
Zamykają swoje kapsuły i przenoszą je na pole. Po sprawdzeniu plątaniny lin dołączają
spadochrony do kapsuł i układają liny, które utrzymają ładunek przy balonie.
Przed przymocowaniem swoich kapsuł Verhage dołącza do nich książkę "The Hitchhiker's
Guide to the Galaxy" jako wyraz uznania dla autora, Douglas'a Adams'a, który
niedawno zmarł. Książka została podpisana przez wszystkich obecnych.
Dziesięć, dziewięć, osiem...
Jest parę minut po 8.00. Wiatr jest delikatny. Niebo jest czyste. Dziś jest
dobry dzień na podróż w stratosferę. Około dwudziestu osób z czterech stanów
zebrało się, aby być częścią tej misji. Przed wysłaniem przesyłki w przestrzeń, wszyscy
zatrzymują się przed balonami na grupowe zdjęcie.
 Następnie balony są delikatnie wyprowadzane z budynku i dołączane do ładunków.
Trzech przytrzymujących wypuszcza balon w górę, jednocześnie kontrolując go urządzeniem
podtrzymującym. Balony, bujając się na wysokości około 15 metrów, trzymają kapsuły
i spadochrony pod sobą.
Po potwierdzeniu, że wszystko jest gotowe Verhage zaczyna odliczanie i urządzenia
podtrzymujące puszczają. Dwa balony wystrzeliwują w niebo, a balon Verhage'a
unosi się lekko, a później prawie wcale się nie rusza. Jest jakiś problem, gdyż
jego drużyna pracuje nad urządzeniem podtrzymującym. Sprzęt zostaje uwolniony.
Jego uniesienie jest jednak ociężałe. Nadszedł moment ogromnego napięcia i wszyscy
wzrokiem i myślami unosimy balon w górę. Ostatecznie nasz statek kosmiczny łapie
wiatr i podąża za resztą. Verhage biegnie do samochodu i na całą moc głośników
puszcza the William Tell Overture (temat przewodni z The Lone Ranger).
Wszyscy oglądamy trzy balony ścigające się w stronę białego nieba, dopóki są
zauważalne, następnie udajemy się do swoich samochodów.
W dobrym towarzystwie
Prawie w tym samym czasie, w którym uniosły się balony z Kansas, ponad 900 podobnych
balonów na całym świecie powraca z wysokościowych lotów. Balony te są takimi
samymi, ważącymi 1200 gramów lateksowymi balonami używanymi przez większość amatorskich
grup, ale ich ładunek nawet częściowo nie jest tak egzotyczny. Są to głównie
sondy radiowe.
Sondy takie wystrzeliwane dwa razy dziennie, 365 dni w roku, już od 60 lat dostarczają
meteorologom trójwymiarowe zdjęcia warunków atmosferycznych wokół kuli ziemskiej.
Sondy radiowe ważą zaledwie 28 gramów i są spakowane w małe kartonowe pudełka,
które wyglądają jak coś, co można znaleźć na półce z lekarstwami pod płynem do
szkieł kontaktowych. Przesyłają one informację o ciągłej temperaturze, ciśnieniu
oraz względnej wilgotności oraz wyszukują danych używanych do tworzenia profilu
i obliczania prędkości wiatrów. Dzisiejszy poziom prognoz pogody nie istniałby
bez tych informacji.
W odróżnieniu od rakiet, samolotów i satelitów, balony dostarczają niezrównane
możliwości badania pionowego przekroju atmosfery. Pionowe rozwiązanie jest istotne
nie tylko dla prognozowania, ale również dla niektórych badań atmosferycznych.
Dave Rust, naukowiec z National Severe Storm Laboratory, mówi, że aby dokonać
analizy elektrycznych struktur burz, NSSL wysłał w górę ponad 100 balonów w czasie
ostatnich 15 lat.
Fizyk atmosferyczny Ken Eack, tak samo jak Rust wysyła balony w sam środek burz.
W New Mexico School of Mining and Technology Eack używa balonów do szukania promieni
gamma produkowanych przez silne pole elektryczne podczas burzy. Bez balonów pogodowych
praca ich byłaby prawie niemożliwa.
W górę i dalej
 Podstawowa technologia balonu jest prosta. Wypełniony helem lateksowy balon uniesie,
jeśli pogoda pozwoli, swój ładunek przez troposferę, a następnie w stratosferę,
gdzie istnieje powłoka ozonowa. Typowy lot do uzyskania szczytowej wysokości
gdzieś w środku stratosfery zajmuje od półtorej do dwóch godzin. Balon, który
zaczyna lot, mając średnicę około 120 centymetrów, osiąga nawet ponad 9 metrów
przed pęknięciem.
W zależności od ilości helu oraz wagi ładunku, większość balonów pęka na wysokości
pomiędzy 25000 a 30000 metrów, jednakże znane są przypadki uzyskania 37000 metrów
wysokości. Na takiej wysokości powietrze jest bardzo rzadkie a niebo jest kosmicznie
czarne. Horyzont znajduje się w odległości 530 do 640 kilometrów i staje się
widoczna krzywizna Ziemi. Widok stamtąd przypomina widok, jaki z orbity mają
astronauci statku kosmicznego.
Na wysokości pękania atmosfera nie jest wystarczająco gęsta, aby zadziałał spadochron.
Ładunek zlatuje do około 18000 metrów, gdzie gęstsze powietrze powoduje opór
i zaczyna się dryfowanie na Ziemię. Opadanie zajmuje około godziny. Balon zazwyczaj
przemieszcza się nie dalej niż 160 kilometrów od miejsca startu, jednakże zdarza
się, że balon zostaje wciągnięty w silny prąd powietrza i wędruje setki kilometrów.
Dla National Weather Service, pięćdziesięciodolarowe balony i ich niedrogie
ładunki są sprzętem, na który ich stać. Te, które są wypuszczane ze wschodnich
Stanów Zjednoczonych, zazwyczaj lądują w Oceanie Atlantyckim. Zaadresowane koperty
dołączane do każdej radiosondy zapewniają, że około 20 procent z nich jest odsyłanych
do ponownego użycia.
Dla amatorów, których budżet jest limitowany przez zasobność ich kieszeni i którzy
mogą wysłać własny sprzęt warty ponad 1000 dolarów, ładunki te nie są takie tanie.
Szukanie jest tym, co robią najlepiej. Dawniej, drużyny szukające używały prognoz
dotyczących wiatru, aby określić miejsce lądowania. Wtedy, używając radiowych
technik odnajdywania kierunku, w miarę precyzyjnie namierzali lądujące kapsuły.
Baloniarze wciąż polegają na tej metodzie, gdy zawodzą urządzenia GPS w ich ekwipunku.
Współczesna technologia jednak w 95 procentach prowadzi ich do odległości
90 metrów w promieniu miejsca znajdowania się balonu.
Szukanie the Great Plains Super Launch
Jest 12 pojazdów w konwoju poszukiwawczym i kierujemy się na wschód na drogę
77, prowadzącą do Herington, Kansas. Podczas gdy ja przyglądam się akcji z tylnego
siedzenia samochodu, Mark Conner siedzi ze swoim laptopem na miejscu pilota.
Jego narzeczona siedzi przy kierownicy.
Laptop Connera wskazuje na drogowej mapie terenu miejsce wszystkich trzech balonów.
Kiedy wyszukuje balony, pilotuje pościg i zaczyna przewidywać, gdzie dokładnie
mogły wylądować.
Conner, trzydziestosześcioletni meteorolog satelitarny, pracujący dla Air Force,
przyjechał tu na weekend z Teks, ze swojego domu obok Omahy w Nebrasce. Jeden
z lecących dziś balonów, NSTAR, jest jego.
"Naprawdę chciałbym zrobić lot w godzinach południowych i mieć zdjęcia CB (chmur
cumulunimbus) z boku" mówi mi. "Ale prawdopodobne są wiatry o prędkości 20 m.
p. h. w przestrzeni CB" niezbyt dobre warunki na puszczanie balonów pogodowych.
Nagle przestaje mówić i przygląda się ekranowi komputera. "To naprawdę interesujące.
Jest ostra zmiana w kierunku wiatru na wysokości 18000 metrów. Widziałem to na
sondach, ale przewidywania na to nie wskazywały." Już od zeszłego tygodnia Conner
sprawdzał warunki i robił prognozy na ten lot.
90 minut lotu, grupa poszukiwawcza zbiera się w historycznym miejscu na drodze.
Kiedy wysiadamy z samochodu, Conner traci sygnał od trzeciego balonu, który należy
do Billa Alla. Balon ten unosi kapsułę Billa, Oriona i HABITAT'a, która należy
do Dona Pfistera.
Wiadomości szybko się roznoszą i All idzie do nas. Mówi do Connera: "Nie
wiemy, gdzie jest mój balon. Twój jest w drodze na dół." To jest dziewiąty balon
liczącego sobie pięćdziesiąt trzy lata inżyniera Alla z Olathe, Kansas. Wspomina
pierwsze zetknięcie się z tym sportem. "Są tu ci wszyscy goście z komputerami,
radiami i zdjęciami pokazującymi te balony" mówi, "i ci goście mieli zamiar przez
komputer odszukać swoje balony w stratosferze. Dla mnie było to prawie tak prawdopodobne
jak dostanie się do NASA".
Zastępcze działanie
Skojarzenie Alla, dotyczące lotów balonów z misjami NASA, nie jest aż tak dalekie
od prawdy. Mimo że nie jest to kosmos, środowisko 30 kilometrów wyżej - ze swoją
rzadką atmosferą, strasznym zimnem i wysokim promieniowaniem jest dobrym przybliżeniem,
szczególnie do sprawdzania sprzętu satelitarnego. Zgodnie z opinią Billa Byrda,
dyrektora Iowa Space Grant Consortium, balon ze swoim ładunkiem jest "jak satelita,
z którym raz wypuściwszy się, musisz nieustannie kontaktować się i dostawać od
niego dane. Jest on łatwy do odbudowania i nie jest drogi. Można kupić wszystkie
części na Radio Shack i odbudować go za każdym razem.
 Konsorcjum to funduje badania oparte na balonach w Iowa State University's Spacecraft
Systems and Operations Lab. Byrd mówi: "Głównie uczymy studentów inżynierii,
jak budować uzbrojenie, które mogłoby ewentualnie lecieć w kosmos".
W 1994 studenci ukończyli eksperyment, który poleciał na wyprawę w kosmos. "Nie
mieliśmy takich pieniędzy, aby to kontynuować" mówi Byrd.
Wtedy też Ralph Walio, radioamator wkroczył do nich z programem HABET (High Altitude
Balloon Experiments in Technology). Naukowe baloniarstwo towarzyszyło im od dłuższego
czasu, lecz nikt do tej pory, według Byrda, nie robił tego jako inżynieryjne
zastępstwo satelity. Po wspólnej pracy nad kilkoma misjami z grupą hobbistów
Wallio'a, program działał tak dobrze na rzecz uniwersytetu, że opanował zadania
wykonywane pod grant z konsorcjum.
Jest to najbardziej znany przypadek współpracy naukowców amatorów zajmujących
się baloniarstwem z badaczami, co absolutnie nie znaczy, że jedyny.
W ciągu ostatnich trzech lat, pionier Bill Brown, był włączony w wiele amatorskich
starań uchwycenia pyłu meteoru i sfilmowania ognistych kulek ze Stratosfery.
Mimo że to amatorzy rozwinęli tę misję, NASA Marshall Space Flight Center w
Huntsville w Alabamie daje wsparcie logistyczne i analizuje zebrane zdjęcia i
próbki.
Projekt rozpoczął się, gdy baloniarz Ed Myszka, kierownik technologii informacji
pracujący dla NASA, wprowadził do Marshall Space Flight Center pomysł na nocną
misję podczas deszczu meteoru Leonidu, który ma miejsce każdego listopada. Koncepcja
się spodobała. Myszka zaprojektował ładunek posiadający małej wagi kamerę video
oraz nadajnik ATV, jak również system drzwi spustowych dla pojemników próbkowych.
Inżynierowie NASA dodali wtedy aerożelu do jego pojemników, aby złapać pył meteoru
i koordynowali zezwolenie FAA na nocne starty. NASA utworzyła również stronę
na swoim serwerze web, aby na żywo przez Internet transmitować sygnał telewizyjny
z balonów. Brown zbudował specjalny beacon dla misji, a amatorska grupa Atlantic
Balloonatics wyszukała i odzyskała ładunek.
Poszukiwanie i odzyskanie
Dzisiaj, blask, jaki All widzi w swoim hobby jest przyćmiony ciszą z jego kapsuły.
Zaciska dolną szczękę, wzruszając ramionami. Teorie, co mogło się stać, odbijają
się jak fale radiowe wśród zebranych poszukiwaczy. Rozmowy są częścią wydarzenia
jak sam lot balonów.
 W końcu ruszamy, by odnaleźć balon Connera, który rozpadł się na wysokości powyżej
27000 metrów i jest już w drodze powrotnej. Po wielu kilometrach po zakurzonej
wiejskiej drodze dojeżdżamy do miejsca, w którym stoi członek naszej grupy, wskazując
na pole pszenicy.
"To skurczybyk," mówi Conner, wyrażając tym samym niezadowolenie, że nie zdążył
obejrzeć jak ląduje jego balon. Jesteśmy 13 kilometrów na zachód od południowo
zachodniego Lost Springs w Kansas. 69 kilometrów od miejsca startu.
Kiedy ktoś zauważa gospodarza wyruszamy na pole. Po tym jak sfotografowaliśmy
kapsułę i spadochron w pozycji, w jakiej wylądowały, nadjeżdża gospodarz w starej
ciężarówce i proponuje, że podwiezie nas do drogi. Verhage przedstawia się i
entuzjastycznie rozpoczyna wyjaśnienia, co robimy w tym miejscu i jak szeroki
zasięg edukacyjny mają takie projekty.
Większość grup baloniarzy w kraju deklaruje edukacyjny cel swoich misji. Często
zapraszają szkoły do udziału w lotach oraz do włączenia się w eksperymenty. Verhage
opisuje jedną z misji, do której czwartoklasiści zaprojektowali eksperyment,
przez który chcieli sprawdzić, czy gumowy pasek nie zostanie uszkodzony w warunkach
wysokościowych. Niespodziewanie, nie został. Rezultatem tego eksperymentu było
zastąpienie, przez Varhage'a ciężkich nieporęcznych rygli gumowymi paskami, które
ochraniały panel i osłonę kapsuły.
Kiedy znowu schodzimy się do samochodów, jest już czas na balon Verhage'a. Z
wolniejszym wzniesieniem, leciał dużo dłużej i dlatego też dużo dalej wylądował.
Jedziemy przez prawie godzinę wzdłuż autostrady i bocznych dróg Kansas, aż znajdujemy
kapsułę w kolejnym polu pszenicy. Jesteśmy około 12 kilometrów na południe od
południowo wschodniego Newton, 138 kilometrów od miejsca startu. Po otwarciu
kapsuły, Verhage spostrzega, że aparat z kolorowym filmem nie zrobił zdjęć, a
aparat cyfrowy wyłączył się jeszcze przed startem.
To jest proces
Bądź co bądź, było całkiem dużo usterek w tej rundzie. Dodatkowo, kapsuła All'a
zaginęła, były również problemy z niektórymi nadajnikami przekazującymi sygnały
radiowe z i do odległych miejsc. Jednak jak cała nauka, ich misje są pracą w
toku. Niepowodzenia zamiast zniechęcać, pobudzają do kolejnych prób.
Podczas obiadu w the Cracker Barrel w Junction City, rozmowy krążą wokół tematu
kapsuły Alla i innych niesprawności. All jest trochę zmartwiony, ale nie zrezygnowany.
Dołączył do zewnętrznej części kapsuły kartę telefoniczną z informacją "Ta paczka
zawiera nieszkodliwy amatorski sprzęt radiowy używany w wysokościowym zbieraniu
danych pogodowych. Jeśli jesteś znalazcą, proszę użyj karty telefonicznej, by
powiadomić Billa Alla". System ten sprawdził się wcześniej. Są pewni, że i tym
razem zadziała.
Dyskusja powoli przechodzi na temat blasków tego i poprzednich lotów oraz planów
na kolejne misje. Trzy dni później, kiedy kapsuły Alla i Pfistera zostają odnalezione
na polu przez gospodarza, osiągają swój cel wysłania i odzyskania w jednym czasie
najwięcej amatorskich balonów. Dowiedzieli się również, że balon Connera osiągnął
rekord telemetrycznej odległości, gdy jeden z krótkofalowców słyszał sygnał balonu
z 558 kilometrów.
Verhage już planuje jednoczesne wysłanie w przyszłym roku sześciu balonów i może
sympozjum dzień, przed, aby podzielić się informacjami.
Wielkie odkrycia
 Wiele osób, które tracą pieniądze i czas na swoje niezwykłe
hobby, jest zafascynowanych poszukiwaniami lub zainspirowanych technicznymi przeszkodami
i triumfami. Niektórych cieszy naukowe dochodzenie, mimo, że większość tego,
co robią, nie jest nowa. Odpowiedzi na wiele zadawanych przez nich pytań mogą
być znalezione w naukowej literaturze. Lecz kiedy pytam Verhage'a, czy na któreś
z jego pytań może uzyskać odpowiedź eksperta lub znaleźć ją w jakiejś książce,
wydaje się być urażony. Całkiem nie rozumiem.
Strona internetowa Verhage'a jest pełna tabel i wykresów, które wskazują na rozwiązania
niektórych jego pytań. Na przykład, dlaczego balon nagle zwalnia swój lot na
wysokości około 9000 metrów?, Verhage mówi: "Na wysokości od 6000 do 9000 metrów
zwalniamy, prawie jakbyśmy przedostawali się przez tropopauzę, ale to się dzieję
dopiero na wysokości 15000 metrów". Rozważa możliwości. Może następować przesunięcie,
w którym zmienia się ciśnienie powietrza. Może też balon porusza się wolniej
na skutek ochłodzenia. Chce zaprojektować czujniki do zamontowania wewnątrz balonu.
Będą one mierzyły zmiany w lateksie. To dopiero techniczne wyzwanie.
Verhage przyznaje, że marzy o tym, by pracować w NASA National Scientific Balloon
Facility in Palestine, Texas. W ramach tamtejszych projektów można uruchamiać
ładunki i balony o ciężarze 2000 kg, które okrążają kulę ziemską przez miesiące.
Lecz w lotach takich jak dzisiejszy nie chodzi o to, by ktoś odkrył nowy obszar
w świecie nauki i techniki. Chodzi o to, że oni stoją na tym samym obszarze wiedzy,
co niektórzy najlepsi naukowcy. Mogą dotknąć końca świata - początku przestrzeni
kosmicznej. Jak to Verhage powiedział po pierwszym Annual Great Plains Super
Launch, "To nie tak, że to, co robimy jest czymś nowym w świecie nauki, tylko
fakt, że amatorzy nie mają szans dostać się do takiego rodzaju świata."
Cóż, ci goście mogą.
Weatherwise Magazine, Near Space Race, Kimbra Cutlip, November/December 2001.
Opublikowano za zgodą Helen Dwight Reid Educational Foundation.
Oryginał opublikowany przez Heldref Publications, 1319 18th Street, NW, Washington,
DC
20036-1802. www.heldref.org Copyright 2005.
Prawa autorskie do polskiego tłumaczenia
artykułu należą do Heldref Publications,
publikacja bez zgody wydawnictwa zabroniona. |